Dziś rozmawiamy z Amandą Moura Pietrzak – Dyrektor Operacyjną Ledia Ladies oraz Ambasadorką zegarków Balticus.
1. Skąd pochodzisz?
Pochodzę z Brazylii. Urodziłam się w Belo Horizonte i mieszkałam tam do 18. roku życia. Potem przeprowadziłam się do Stanów Zjednoczonych (do Connecticut) – tam poznałam mojego męża i to właśnie dla niego w 2018 roku przeprowadziłam się do Polski. Najpierw mieszkaliśmy w Lesznie w Wielkopolsce, a obecnie mieszkamy w Warszawie.
2. Jak wyglądała Twoja kariera piłkarska? Kiedy zrozumiałaś, że jesteś lepsza od rówieśniczek i ilu chłopaków ogrywałaś na podwórku? Jak wtedy reagowali?
Zaczęłam grać w piłkę, kiedy miałam zaledwie 3 lata. Mój brat też grał, więc rodzice szybko zauważyli, że mam do tego smykałkę, dobrze się ruszam i po prostu to uwielbiam. Łatwiej było im zapisać mnie na treningi, skoro brat już trenował.
Kiedy miałam 8–10 lat, grałam wyłącznie z chłopcami i to był świetny czas dla mojego piłkarskiego rozwoju. Co ciekawe, nigdy nie spotkałam się z uprzedzeniami ze strony chłopaków z drużyny – byli dla mnie jak bracia i przyjęli mnie do swojego grona niesamowicie dobrze. Jedyne trudności generowali dorośli: rodzice innych dzieci potrafili krzyczeć na trenera, kiedy wychodziłam w podstawowym składzie. No i z oczywistych względów logistycznych musiałam przebierać się w samochodzie taty, a nie w szatni z chłopakami.
Wtedy, jako dziecko, zupełnie nie rozumiałam, dlaczego inne dziewczyny nie grają. Byłam tak zżyta z chłopakami i z tym środowiskiem, że czułam, że po prostu tam przynależę. Dopiero później, z wiekiem, zrozumiałam, jak ogromna była to nierówność.

3. Czy gdy zaczynałaś grać, w swoim kraju, byłaś postrzegana jako „chłopczyca”, czy raczej było to normalne w Brazylii, że dziewczyna gra w piłkę nożną?
W latach 90. i na początku dwutysięcznych granie dziewczyn w piłkę w Brazylii wcale nie było normą. Jasne, w mojej szkole miałyśmy drużynę i grałyśmy mnóstwo meczów w futsal, ale kobiece zespoły na pełnowymiarowych boiskach trawiastych były rzadkością. Jeśli już jakieś istniały, to głównie w São Paulo – w Belo Horizonte pojawiły się znacznie później.
Najlepszym dowodem na kompletny brak ówczesnej struktury, akademii czy jakiejkolwiek ścieżki rozwoju dla dziewcząt jest fakt, że do seniorskiej drużyny Atlético Mineiro dołączyłam, mając zaledwie 14 lat! Byłam dzieciakiem grającym z kobietami w wieku 30 lat. W tamtych realiach bardzo trudno było myśleć o jakiejkolwiek profesjonalnej przyszłości w futbolu i to był główny powód, dla którego zdecydowałam się na wyjazd do USA – na college.
Ale wracając do dzieciństwa – dla mnie naturalne było po prostu granie z chłopakami. Niektórzy to akceptowali, inni się śmiali albo we mnie wątpili. A ja? Ja po prostu uwielbiałam udowadniać im, jak bardzo się mylą.
4. Na której pozycji na boisku najczęściej grałaś?
Przez całe moje życie w Brazylii byłam typową „dziewiątką”. Czasami grałam jako wysunięta napastniczka sama, a czasami w dwójce z przodu – i to właśnie w duecie w ustawieniu 4-4-2 czułam się najlepiej.
Wszystko zaczęło się zmieniać po wyjeździe do USA, gdzie trenerzy zaczęli mnie ustawiać bardziej jako „dziesiątkę”. Z kolei w Polsce, grając w Legia Ladies, występowałam już zarówno na pozycji numer 10, jak i na „ósemce” w środku pola.
5. Kto miał największy wpływ na Ciebie jako sportowca i jako człowieka?
Powiedziałabym, że mój brat – zarówno w tym dobrym, jak i trudniejszym sensie. Był profesjonalnym piłkarzem, bardzo znanym w Brazylii. Jest ode mnie o 10 lat starszy i przez całe moje dzieciństwo był moim absolutnym bohaterem, w którego byłam wpatrzona jak w obrazek. To on często przywoził mi piłki, korki, stroje i to z nim dzieliłam tę największą pasję.
Jednak kiedy dorosłam, nasze drogi zaczęły się rozchodzić. Brat nie do końca zgadzał się z tym, żebym profesjonalnie grała w piłkę czy wyjeżdżała do USA. Paradoksalnie, to właśnie jego wielki sukces sprawił, że bardzo chciałam wyjechać z Brazylii – potrzebowałam zbudować swoją własną tożsamość, pójść własną ścieżką i napisać własną historię, zamiast być tylko „siostrą sławnego piłkarza”.
Ogromny wpływ na mój charakter i na to, kim jestem dzisiaj, miał też moment, w którym grałam w tym samym klubie co on. Nie chodzi mi nawet o głęboką dyskusję o globalnych nierównościach płacowych w sporcie, ale o zwykłą, proporcjonalną sprawiedliwość – zarobki kobiet były traktowane kompletnie niepoważnie. To doświadczenie ukształtowało moją determinację i zrodziło we mnie ogromną potrzebę realnego działania na rzecz zmiany pozycji kobiet w sporcie.
Jeśli chodzi o to, kim jestem jako człowiek, największy wpływ mieli moja mama i mój mąż – każde z nich wniosło do mojego życia coś absolutnie wyjątkowego.
Moja mama zawsze bezgranicznie we mnie wierzyła, uczyła mnie mierzyć wysoko i dała mi ogromne pokłady kreatywności, empatii oraz ten specyficzny, życiowy „błysk” (mój własny special sauce). Z kolei mój mąż pomógł mi oszlifować moje talenty i przełożyć je na konkretne działania. Nauczył mnie bardziej merytorycznego, zorganizowanego, zdyscyplinowanego i strategicznego podejścia do celów, które sobie stawiam. Połączenie tych dwóch światów ukształtowało mnie na nowo.
6. Co uważasz za swój największy sukces sportowy?
Moim największym sukcesem jest trzykrotne zdobycie mistrzostwa stanu (Campeonato Mineiro) w Brazylii z Atlético Mineiro oraz dotarcie do ogólnokrajowego etapu rozgrywek akademickich NCAA Division II w Stanach Zjednoczonych.
7. Czy masz jakieś inne hobby, które kochasz równie mocno jak piłkę?
Uwielbiam telewizję i świat filmu – jestem aktorką z powołania, to coś, co mam głęboko w duszy! W Polsce zagrałam już w 21 reklamach, a też dostałam rolę w serialu fabularnym. Absolutnie kocham aktorstwo i pracę przed kamerą!
8. Jak spędzasz wolny czas?
Uwielbiam spędzać wolny czas z moim mężem, naszym synem i psem. Wspólnie gramy w gry wideo, czytamy książki i bawimy się w superbohaterów. Najbardziej jednak kocham słoneczne dni – wtedy po prostu odpalam brazylijską muzykę, łapię dobre wibracje i cieszę się chwilą z rodziną.
9. Co podoba Ci się w Polsce. Co różni te dwa kraje, Polskę i Brazylię? Czy przeżyłaś jakiś szok kulturowy przyjeżdżając do Polski?
Kocham Polskę w zupełnie inny sposób niż Brazylię. Te dwa kraje potrafią być pod pewnymi względami bardzo podobne – jak choćby w kwestii religijności czy momentami otwartości ludzi – ale jednocześnie skrajnie różnią się kulturą, poziomem energii i ekspresją emocjonalną. Brazylijczycy są niezwykle sentymentalni, wylewni, radośni i otwarci. Jeśli chodzi o jedzenie i muzykę, to zdecydowanie wolę te brazylijskie i to jest coś, za czym tęsknię najbardziej, zaraz po mojej rodzinie. Brakuje mi też czasem dobrej, brazylijskiej, totalnie szalonej imprezy.
Z drugiej strony – w Polsce absolutnie uwielbiam czystość, organizację, spokój i ogólną jakość życia. To ogromny atut tego kraju.
To zderzenie temperamentów widać też na co dzień. W Polsce bardzo często słyszę, że jestem za głośna albo zbyt radosna i że komuś tym przeszkadzam. W Brazylii taka ekspresja to norma, więc tutaj musiałam się do tego przyzwyczaić – to był dla mnie spory szok kulturowy.
10. Porozmawiajmy o zegarkach. Czy i od kiedy interesowałaś się zegarkami? Czy pamiętasz swój pierwszy czasomierz? Czy masz jakiś ulubiony zegarek?
O tak, uwielbiam zegarki! Od zawsze byłam raczej chłopczycą pod względem zainteresowań – kocham samochody, zegarki, piłkę nożną i gry wideo. Uważam, że zegarki to absolutna klasyka i genialna biżuteria dla kobiet, choć sama czasami wolę nawet męskie modele.
Doskonale pamiętam swój pierwszy zegarek – to było kultowe Casio z kalkulatorem, a potem sportowy Nike Triax. Mam w kolekcji sporo zegarków, począwszy od modowych, a skończywszy na wspaniałych czasomierzach Balticus. Tę markę cenię i uwielbiam najbardziej. Jednak największy, głęboki sentyment mam do zegarków, które należały do mojej zmarłej mamy. One mają dla mnie czysto emocjonalną wartość. Są dla mnie absolutnie bezcenne.
11. Kiedy rozpoczęła się współpraca z Balticusem? Jak w ogóle do niej doszło?
Wszystko zaczęło się w Zakopanem, podczas konferencji piłkarskiej organizowanej przez Ministerstwo Sportu. Brałam wtedy udział w jednym z paneli dyskusyjnych, a wieczorem poznałam Bartosza Knopa– niesamowitego człowieka stojącego za tą marką. Był niezwykle sympatyczny, pokazał mi swoje zegarki, a mnie od razu zachwycił jego pomysł na promowanie regionu bałtyckiego i dumy z polskiego rzemiosła. Złapaliśmy świetny kontakt. Jakiś czas później Bartosz zaprosił mnie, bym bliżej poznała i przymierzyła jego zegarki.
Z miejsca je pokochałam i stałam się dosłownie ambasadorką marki – zaczęłam opowiadać o nich rodzinie i znajomym, z których wielu kupiło już swoje modele. Nasza współpraca opiera się na pełnej naturalności: promuję te zegarki wszędzie, gdzie się pojawię, robię posty w social mediach, ale kluczowy jest tu marketing szeptany – ludzie sami z zachwytem pytają mnie o modele, które mam na ręku. Na każdym ważniejszym wydarzeniu dumnie je prezentuję. Co więcej, ta relacja świetnie przekłada się na grunt zawodowy – jako COO Legia Ladies ogromnie się cieszę, że Balticus współpracuje z nami również jako partner klubu.
12. Czego oczekujesz po współpracy z naszą firmą?
Oczekuję przede wszystkim zegarków, które przetrwają próbę czasu i będą niosły ze sobą piękne wspomnienia. Dla mnie ta współpraca to nie tylko produkt – to relacje, wspaniali ludzie, których spotykam na swojej drodze, oraz wspólna energia, która zostaje z nami na lata.
13. Który zegarek Balticusa jest Tobie najbliższy? Ile i jakie zegarki naszej marki masz w kolekcji?
Moim absolutnym faworytem, za który zbieram też najwięcej komplementów, jest Gwiezdny Pył (StarDust) meteoryt. Jest na swój wyjątkowy sposób wysublimowany, a jednocześnie ma w sobie niesamowitą głębię i charakter. Jest po prostu piękny.
W mojej kolekcji mam obecnie cztery zegarki tej marki: wspomniany Gwiezdny Pył Meteoryt, Moonfisha w wersji srebrno-zielonej, New Sky w kolorze srebrno-białym oraz Gwiezdny Pył Power Reserve w czarnej wersji – ten ostatni jest suuuper stylowy!

Dziękuję za rozmowę, pełną brazylijskiego temperamentu i emocji.



